Wieczność bez ciebie

– Cześć, to znowu ja. Nadal cię kocham, przytul mnie – powiedziałam jednym tchem.
– Hania… – Wiktor odsunął się, robiąc mi miejsce w drzwiach. Ani drgnęłam, więc kiwnął głową w kierunku mieszkania, zapraszając mnie tym samym do środka. Stałam jak sierota, jak siedem nieszczęść. Zmarznięta, zdyszana, zawstydzona. Weszłam na korytarz i spojrzałam najpierw do kuchni, po chwili przenosząc wzrok do pokoju, w którym siedzieli dwaj mężczyźni. Mieszkanie wyglądało dokładnie tak, jak podczas mojej ostatniej wizyty. Sufit w kolorze ścian – pomarańczowy w korytarzu i żółty w pokoju. Wiktor nie znosił białych sufitów, nie rozumiał dlaczego ludzie malują sufity na biało i uważał to za bezsens.
Dwaj mężczyźni zmierzyli mnie wzrokiem. Wiem, że oni wiedzą, kim jestem. To oczywiste, że Wiktor opowiadał im o mnie, ciekawe tylko, czy opisał mnie jako totalną wariatkę, czy wspaniałą kobietę. A może, po prostu, jako dobrą dupę, którą zwykł był posuwać?
– Co ty tu robisz? – Zapytał nie patrząc na mnie.
– Chciałam cię zobaczyć, minęło tyle czasu. – Szurałam obcasem prawego buta o drewnianą podłogę – nie odzywałeś się.
– Nie odzywałem się, bo potrzebowałem być sam. Potrzebuję.
– Sam, wiecznie sam, Wiktor posłuchaj…
– Nie Haniu, to ty posłuchaj. Jutro wyjeżdżam do domku nad jeziorem i nie wiem kiedy wrócę, to nie ma sensu – tłumaczył wieszając wzrok na mojej szurającej o podłogę stopie.
– Lepiej już pójdę – odpuszczam. Zawsze odpuszczam.
Czuła jak łzy napływają jej do oczu. Wiedziała, że tak będzie. W pracy, w grze w Monopoly, w kolejce po świeże pieczywo – zawsze walczyła do końca. Jeśli zaś chodziło o Wiktora, nie potrafiła wziąć tego, czego pragnęła.
– No już, ćśś, Malutka – spojrzał mi w oczy tak, że prawie zemdlałam. Uśmiechnął się, a jego oczy momentalnie znalazły się w ramie niedoskonale doskonałych zmarszczek. Linie sięgały aż do policzków, postarzał się od ostatniego razu. Miał zmęczoną, szarą twarz. Widać było, że coś go trapi, że znów pije za dużo alkoholu, za mało śpi. Chciałabym go uratować. Wziąć go w objęcia i ochronić przed tym, co przede mną ukrywa, a czuję się taka bezradna. – Chodź tu – tuli mnie w silnych ramionach, a ja głaszczę go po plecach, czując napięte mięśnie. – Marzyłem, by cię znów pocałować.

Całuj mnie, Wiktorze. Całuj mnie.

 

(photo: Pinterest)

Podobne wpisy

#, #, #, #, #, #, #, #, #, #, #