Herbstbild

– Jedzie na wprost – krzyknęła młoda dziewczyna.

– Co? Nie jedzie na Aleje? Dokąd on jedzie? – w tramwaju linii 99 rozległ się gwar zdezorientowanych pasażerów – czyli na rondo nie wjeżdża? Cholera – rozczarowanie mieszało się z gniewem i zaniepokojeniem.

– Czyli tramwaj ten pojedzie na wprost? I jeśli chcę dostać się na Aleje powinienem wysiąść na następnym przystanku? – zapytał starszy, elegancki Pan. Miał na sobie garnitur i białą koszulę. Eleganckie buty, zupełnie inne niż te, które nosi większość panów w jego wieku. Mógł mieć między 70 a 80 lat. Przystrzyżone siwe włosy były dosyć gęste jak na mężczyznę w jego wieku, a okulary w grubej oprawie, gdyby podpisać je Prada, mogłyby uchodzić za must have w looku prawdziwego hipstera. – Aby dotrzeć na Aleje, powinien an wysiąść na następnym przystanku i dojść pieszo, będę szła w tym samym kierunku – powiedziałam. – Może pójdziemy razem? – zaproponował Pan.

Niedziela była zimna i deszczowa. W powietrzu dało się wyczuć, że jesień zamierzała zagościć w mieście na kilka najbliższych miesięcy. Powietrze pachniało melancholią, herbatą z miodem, cytryną i imbirem, deszczem i ziemią.

– Czekają na mnie w domu z obiadem – powiedział Pan. – W prawdzie zjadłem jeden obiad na posiedzeniu, musiałem zostać dłużej, wie Pani, porozmawiać z ludźmi, nie wypadało wyjść.

– Lepiej proszę nie mówić żonie, że już pan jadł, bo będzie jej przykro – poradziłam.

– Tak pani myśli? Cenna uwaga. Będą również moje dzieci, w niedziele zwykle zapraszamy je z żoną na obiad. O, „Dziewczyna z pociągu” – Pan skiną głowa w kierunku bilbordu reklamującego premierę filmu. Owy gest był ledwo widoczny spod parasolki, która co pewien czas przysłaniała fragment jego precyzyjnie ogolonej twarzy. – Był kiedyś film o podobnym tytule… jak on się zwał… „Dziewczyna z tatuażem”?

– Tak, był taki film. Ale nie oglądałam – odparłam zgodnie z prawdą. – Mam specyficzny gust, jeśli chodzi o filmy. Oglądam tylko francuskie dramaty i polskie komedie romantyczne. Ponoć to niefortunne zestawienie. Zwłaszcza, jeśli chodzi o polskie komedie romantyczne – zaśmiałam się.

– Wie Pani – spojrzał na mnie – w obu tych gatunkach zazwyczaj chodzi o miłość, relacje damsko męskie. W zasadzie te gatunki mogą mieć ze sobą wiele wspólnego.

Szliśmy utrzymując szybkie tępo. Pan, pomimo swojego wieku, był bardzo sprawny zarówno fizycznie, jak i umysłowo. Nie wiem czym się zajmował, ale ubiór oraz słowo „posiedzenie” chciało wskazywać na powiązania z polityką.

– Ja lubię „Ojca Chrzestnego” i „Kabaret”. Zna Pani film „Kabaret” z Lizą Minelli i genialny utwór prowadzący? – Pan zaczął nucić dobrze znaną mi melodię. Nie wiem skąd ją znałam, ale na pewno nie była mi obca. – Ups, uwaga na kałuże – krzyknął robiąc mi miejsce na chodniku tak, abym nie zamoczyła zamszowych, czarnych czółenek.

Droga mijała w oka mgnieniu. Hanka czuła się dokładnie tak, jak wyobrażała sobie, że można się czuć spędzając czas z dziadkiem. Niestety, nie zdążyła poznać swoich dziadków, gdyż obaj zmarli przed jej narodzinami. Chciała myśleć, że gdyby żyli, chodziłaby z nimi na spacery i rozmawiała o wszystkim i o niczym. Pan był dystyngowany, kulturalny, inteligentny i choć zdecydowanie dominował w rozmowie, potrafił również doskonale słuchać.

– Lubi Pani jesień?

– Uważam, że to najbardziej romantyczna pora roku. Jest w niej coś, co mnie urzeka i uwielbiam jej zapach.

– Zgadzam się z Panią. Wie Pani, poza jesienią, uwielbiam także niemiecką poezję, znam nawet jeden wiersz o jesieni

Dies ist ein Herbsttag, wie ich keinen sah!
Die Luft ist still, als atmete man kaum,
Und dennoch fallen raschelnd, fern und nah,
die schönsten Früchte ab von jedem Baum.

O stört sie nicht, die Feier der Natur!
Dies ist die Lese, die sie selber hält,
Denn heute löst sich von den Zweigen nur,
Was vor dem milden Strahl der Sonne fällt.*

Wyrecytował, jakby miał przed sobą ogromną publiczność, choc Hania była jedynym słuchaczem.

– Ja również lubię poezję, sama piszę wiersze – Hania zwierzała się, choć nigdy tego wcześniej nikomu nie powiedziała. Pan wzbudzał w niej zaufanie. Chciała czerpać z tej chwili i wyobrażać sobie, że mówi to swojemu dziadkowi. Chciała, żeby Pan był z niej dumny, choć przecież zupełnie jej nie znał.

– Pisze Pani? To fascynujące.

Weszli na Aleje. Liście drzew były wciąż soczysto zielone, a deszcz, który nieprzerwanie padał na spokojne miasto, wystukiwał powitalną melodię dla jesieni.

– Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Panu smacznego obiadu i spokojnego wieczoru – powiedziałam, choć było mi szkoda, że musieliśmy się pożegnać.

– Czy mogę uścisnąć Pani dłoń? – Wyciągnęłam dłoń, a Pan uścisnął ją i pocałował jej wierzch. – Dziękuję za miłe towarzystwo. Będę o Pani myślał.

– Dziękuję, wszystkiego najlepszego.

Hania weszła do domu. Zaparzyła małą czarną kawę, której wierzch oprószyła złocistym cynamonem. To niesamowite jak zmiana trasy tramwaju może zmienić zwykła niedzielę na taką, która na długo zostanie w pamięci.

* Herbstbild, Friedrich Hebbel

Podobne wpisy

#, #, #, #, #, #, #, #