Ambicja mnie zabija

W końcu mam jakiś wolny dzień. Jeden, cały, calutki. To chodzę po domu i się stresuje.

Że już 13:00, że ja jeszcze w piżamie, że nie zdążę, że ucieka mi życie.

Hanka wzięła głęboki oddech i gorący prysznic. Wmasowała we włosy maseczkę, spłukała po minucie, czytając na opakowaniu „pozostawić na włosach przez 15 minut” – za 15 minut będę spóźniona – pomyślała.

Tylko gdzie? Gdzie będę spóźniona – spytała swoją głowę.

Rozsadek odpowiedział – ciesz się każdą minutą, to twoje życie, stracony nie wróci więcej czas, złap oddech. A chora ambicja, która wykształciła się jako skutek uboczny nadmiernej pracy i ciągłej potrzeby wychodzenia poza strefę komfortu mówi – za długo myjesz te zęby, nie czesz cztery razy włosów, odejdź od tego komputera.

Muszę wyjść, wiem, że jak wyjdę z mieszkania to wszystko wróci do normy. Znowu będę cieszyć się miastem, gwarem, kołysanymi przez wiatr gałęziami drzew, świeżym powietrzem, spotkaniem z przyjaciółką.

Właśnie moja głowa zaczyna krzyczeć – w takim wyjdź jak najszybciej z domu. Ubieraj się, maluj szybciej, nie przebieraj trzy razy, nie zdążysz…

To mnie kiedyś zabije. To mnie już zabija.

Podobne wpisy

#, #, #, #, #