Być dla samego siebie bohaterem

Z jakiegoś powodu lubię ludzi, którzy nie mają dla mnie czasu. Fascynuje mnie to, że umówili się na kawę z kimś innym, zanim zdążyłam zadzwonić. Że nie czekali na mój telefon.

Dają mi poczucie wolności, chęć obcowania z nimi. Większą niż z człowiekiem, który zawsze jest obok, zawsze odbiera telefon, zawsze ma czas. Boję się, że osaczy mnie radością, egzaltacją, rozmową, zbyt dużą dawką emocji.
Być może dzieje się tak dlatego, że nie lubię rozmawiać i najchętniej zamykam się sama w mieszkaniu, a cisza jest dla mnie warta więcej niż tysiąc słów. Ale naprawdę lubię kiedy ktoś musi znaleźć czas i ochotę na rozmowę ze mną, a nie czeka patrząc na wyświetlacz telefonu. Kiedy odmawia mi spotkania, mam ochotę ustawić się w kolejce, wydłużyć czas oczekiwania, kolekcjonować wydarzenia, by opowiedzieć o nich, gdy nadarzy się okazja.

Może popełniałam błąd przy Wiktorze, będąc zawsze chętną na trzymanie go za rękę. Nie pozostawiając dnia, w którym martwiłby się, że nie zdąży jej chwycić, kiedy ta wyślizgnie się bez słowa. Osaczyłam go świadomością, że znajdę dla niego czas, nawet jeśli miał być to jedynie SMS o treści „OK.”.

Bo czy w życiu nie chodzi o to, by być dla siebie samego bohaterem? Czy nie spotykamy na swojej drodze fascynujących ludzi po to, by czegoś się od nich nauczyć, a nie aby prowadzili nas za rękę przez życie?

 

(photo: Alexander Yakovlev)

Podobne wpisy

#, #, #, #